Reviews in Polish

recenzja!

Kup książkę!
obiektywnie 8/10
subiektywnie 10/10

- Chris (Niemcy) -

Szorstki akcja w szorstkiej książce – Peter Cricket „My Life Antifa”

Fakt, że Peter Cricket nie jest autorem na pełny etat i że książka została wydana w duchu „zrób to sam”, jest wszechobecny.
Zdania są czasem nieco wyboiste, tu i ówdzie pojawiają się błędy pisarskie, a treść nie ma struktury dramaturgicznej. To raczej chronologiczny zbiór notatek, opowieści, myśli i refleksji, które Peter zebrał w książce.

Ale od samego początku nie spodziewałem się „Władcy Pierścieni” w wydaniu 161.
Myślę, że spodziewałem się dokładnie tego, co dostałem.

Szorstka opowieść o aktywnym i zorganizowanym antyfaszystie ze środka Europy, napisana równie szorstko i wyboisto.
Podróż, w którą zostaje zabrany czytelnik, nie jest bynajmniej tylko historią Piotra, odzwierciedla również rozwój struktur nazistowskich w czasie i nowe sposoby, które trzeba było znaleźć, aby przeciwdziałać tym strukturom.

Jeśli chodzi o obiektywne spojrzenie na treść książki, to wszystko, co następuje, to informacje o książce, a także moja subiektywna opinia / moje wrażenia z czytania.
Jak zdobyłem książkę w pierwszej kolejności? Po prostu Peter napisał prywatną wiadomość do konta mojego zespołu „Keep It Alive” i wyjaśnił, że napisał tę książkę, dochód zostanie przeznaczony na projekt antyrasistowski w jego mieście i czy pomożemy mu w rozpowszechnianiu może pomóc.

Byłem ciekawy, jaka to książka na stronie głównej „www.mylifeantifa.com” i kupiłem ją bez zbędnych ceregieli. (Lub jeśli kupisz e-booka za 6 € na stronie głównej, otrzymasz kilka anglojęzycznych wersji PDF i wszystkie możliwe formaty dla twojego czytnika e-booków.)

Zacząłem czytać po pobraniu i nie mogłem odłożyć książki. Jedynie chory pies i stres w pracy przeszkodził mi w czytającej orgii. W międzyczasie jestem skończony i muszę pisać te wersety z wewnętrznego pragnienia.

Z każdą z 100 historii czułam się coraz bardziej związana z Peterem.
To niewiarygodne, jak dwoje ludzi, którzy nigdy się nie widzieli i się nie znają, może mieć tak wiele podobieństw w swoim życiu. Od tego, jak dorastałeś, jak “ćwiczyłeś” antyfaszyzm, bycie / bycie prostym, po twoją miłość do hardcore (i tak, Peter, także do Beastie Boys). Nawet nasze psy są w tym samym wieku co wtf ?!
Peter i ja piszemy teraz prawie codziennie i myślę, że mówię w imieniu nas obojga, kiedy mówię: „Lubimy to robić!”.

Gdybyśmy dorastali razem w tym samym kraju i mieście, z pewnością moglibyśmy zostać bardzo dobrymi przyjaciółmi. (I jeden z nas na pewno skończyłby w więzieniu)

Moja ocena obiektywnie 8/10
Moja ocena subiektywnie 10/10 Wniosek: Kup książkę!

tak samo jak w prawdziwym życiu
- jedna sytuacja następuje po drugiej.

– Bea (Polska) –

Jesteś dojrzewającym dzieciakiem wychowującym się na blokowisku pod koniec lat 90.

Twoi rodzice pracują, żyją razem, jeździcie na wakacje, niczego ci nie brakuje – co może pójść “nie tak”?

Peter Cricket zaczyna swą historię od czasów nastoletnich – które w zasadzie nie różnią się od tego, jak dzieciństwo przeżywałam ja czy wielu moich znajomych. Blok, szkoła, podwórko. Mniej i bardziej lubiani koledzy i koleżanki, zabawy, do których wystarczała odrobina wyobraźni, a w żadnym wypadku jakiekolwiek drogie sprzęty, na które większości nie było stać. Rodzice – typowi przedstawiciele klasy pracującej, do tego młodsza siostra i mieszkający poza miastem dziadek, którego opowieści o drugiej wojnie światowej znacznie wpłynęły na światopogląd autora.

W sumie chyba można nazwać to ciszą przed burzą, można nazwać okresem dojrzewania i potrzebą znalezienia swojego miejsca w tłumie – jak zwał, tak zwał. W przypadku wielu osób, które znam, było to równie niespodziewane, nieplanowane, samo przyszło i jakoś już w nas zostało (oczywiście, nie we wszystkich, ale u większości – o tej mniejszości, która poglądy zmieniała jak chorągiewka swój kierunek, słychać raczej sporadycznie i bez większego “szału”) – po prostu zwykle tak jest: pewnego dnia idziesz na koncert, zaczynasz z kimś rozmawiać, słyszysz jakąś piosenkę, czy robisz sobie koszulkę z przekreśloną swastą, a wtedy coś pęka, coś łączy ze sobą, coś się zaczyna.

Za każdym razem, gdy mam napisać coś o tego typu opowieściach, nie jest to najłatwiejsze zadanie. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę, że rzetelny feedback pochodzić może raczej (wyłącznie?) od osób, które mają z tym środowiskiem coś wspólnego, niezależnie od tego, czy po prostu okazjonalnie pojawiały się na demonstracjach, czy niektóre z nich organizowały, czy dostały w mordę od naziola, komuś po tej mordzie dały…mamy aż za wiele możliwych scenariuszy i na pewno nie warto przyjmować czytelniczej pozycji wyjściowej pt. “to-się-nie-zdarzyło”.

“My life Antifa” to zbiór 100 luźnych notatek opisujących realia życia członka radykalnej antyfaszystowskiej bojówki. Bez upiększania, pochylania się nad poranionymi twarzami nazioli, usprawiedliwiania swoich akcji i długiego zastanawiania się, czy działania te były dobre, czy niekoniecznie – w sumie bez żadnego zastanawiania się nad tą kwestią, bo sam autor już na początku opowieści przyznaje, że nie żałuje niczego, a wręcz uważa, że tych 20 lat pomogło mu stać się lepszym człowiekiem.

Swoją historię snuje w języku angielskim, mimo, że wydarzenia mają miejsce w Republice Czeskiej oraz (minimalnie) na Słowacji, jednak nie jest to język angielski rodem z uniwersyteckiej katedry, więc bez nerwów – będzie prosto, konkretnie, zrozumiale.

No i tak sobie żyjesz na tym swoim blokowisku, chodzisz do szkoły, spotykasz się ze znajomymi. A nagle świat odsłania przed tobą to, o czym dotychczas nie miałeś pojęcia, leci to prosto w twoją twarz i tylko od ciebie zależy, czy przyjmiesz to na klatę, czy się uchylisz i pójdziesz dalej, czy może staniesz po stronie rzucającej – młody Peter odkrywa demonstracje, nazioli spokojnie spacerujących po ulicach i pijących piwo w barach, koncerty, punkrocka, tak naprawdę wszystko przeplata się ze sobą, tworząc jedną spójną, acz niepokojącą całość, na którą jeszcze nie jest przygotowany, i tak naprawdę dopiero do niego dotrze, że do wszystkiego przygotować się nie można.

Notatki, z których składa się książka, są zwięzłe, i – tak samo jak w życiu – wszystko się zazębia. Na jednej stronie przyglądamy się dzikiej bójce w barze, by na kolejnej pochylić się nad psychiką autora, relacjami z rodziną czy partnerką lub po prostu luźną retrospekcją lub przemyśleniami. Sprawia to, że kawałek po kawałku możemy wczuć się w sytuację i zarazem wraz z narratorem uczestniczyć w kolejnych wydarzeniach jego życia.

Grupa przyjaciół autora zmienia się na przestrzeni czasu, tak samo, jak zmienia się jego podejście do podejmowanych działań, taktyka, wyciągane są wnioski, opanowywane emocje. Początki przypominają chaotyczne bieganie po pokładzie łódki podczas pierwszego, nagłego sztormu, gdy dzięki coraz bardziej przemyślanemu zachowaniu udaje się stopniowo nad wszystkim w miarę zapanować (a przynajmniej nie wypaść za burtę), obserwując rozjaśniające się niebo. Nowy sposób życia, brak doświadczenia – wraz z rosnącą siłą Antify i malejącą pewnością siebie po stronie nazioli, udaje się zasiać pierwsze ziarenka niezgody na faszystów na ulicach czy koncertach, zdobyć poparcie kapel, którym bliżej do scenowego “mainstreamu”, niż grania za zwroty i garnek bigosu przed gigiem. Nie można się jednak dać zwieść, bo to nie jest piękna historia o zbuntowanej młodzieży zwyciężającej nad złem – zło wciąż się gdzieś czai i mimo, że zostało w jakiś sposób ograniczone, tylko czeka na odpowiednie momenty, by znów i znów wyłazić na powierzchnię.

Z jedną kwestią poruszoną w książce się jednak chyba nie zgodzę – mianowicie, nie uważam, by Czechy były w jakikolwiek sposób wyjątkowe pod względem walki z naziolami, braku squatów, centrów kultury, ogólnie mówiąc – rzeczy, które trzeba było bronić i które mogły skupić wokół siebie ludzi.

Wydaje mi się, że każdy rejon i każda grupa po prostu musiała wypracować swoją strategię. To, że w większych państwach squaty były na przykład w stolicach, nie znaczy, że wszystko kręciło się wokół nich. Nie znaczy, że ekipy z mniejszych miast miały taką samą robotę, jak ta stołeczna, bo przecież stołeczny squat to jednak squat w konkretnym państwie. O wielu działaniach – nawet już w erze telefonów komórkowych – dowiadywaliśmy się dopiero po jakimś czasie, nieoficjalnie, choć zaprzeczyć nie można, że większa załoga często również była zapalnikiem podobnych, lecz wciąż nie takich samych, akcji w innych miejscach.

Bycie w otoczeniu squatów, koncertów i wielkiego miasta nie zawsze oznacza posiadanie punktu, którego trzeba bronić – czasami jest to po prostu wystawienie się na świecznik i liczenie z tym, że wszyscy wiedzą, gdzie jesteś – mimo, że nie zawsze tego chcesz. Wciąż się uczymy, o wielu rzeczach dziejących się dookoła nie będziemy wiedzieć jeszcze długo, a może nawet w ogóle, bo nie są to kwestie do dyskusji przy piwie. Powiedziałabym jednak, że z tej antyfaszystowskiej strony w moim środowisku zarówno zaczynaliśmy niektóre rzeczy – jako pierwsi, jak i reagowaliśmy na to, co się już działo. I z własnego doświadczenia funkcjonuje to tak zarówno w większych, jak i mniejszych regionach. Niemniej jednak, jest to kolejny punkt mogący prowadzić do ciekawych obserwacji i wymiany doświadczeń, w żadnym wypadku jakakolwiek wada – przecież każdy opisuje swoje doświadczenia tak, jak je sam widzi.

By już zbędnie nie przedłużać – “My Life Antifa” to nie jest książka, którą można opisać na podstawie planu wydarzeń. Nie jest to książka, którą zrozumie się w 100% i idealnie będzie można “nałożyć” na swoje własne życie i aktywizm, ciesząc oko pokrywającymi się wszystkimi liniami i punktami. Jest to opowieść osobista, wynikająca z własnych przeżyć i przemyśleń, które mimo, że mogą być podobne, wciąż będą częścią tylko jednej historii – historii autora. Zostajemy zmuszeni do zrozumienia realiów, zastanowienia się nad tym, co dzieje się teraz dookoła nas, zadania pytania, jaka walka się właśnie toczy i jaka taktyka będzie pasowała najlepiej, by nie obudzić się “z ręką w nocniku”.Jeden z kolejnych początków albo kontynuacja dyskusji prowadzonej od lat.

Bardzo dziękuję autorowi za odsłonięcie tak prywatnej części samego siebie, co w żadnym przypadku nie jest rzeczą łatwą, umożliwienie czytelnikom wglądu w to, co było i co jest teraz. I tak jak wspomniał Peter – była to decyzja zarówno jego, jak i moja, a także na pewno wielu dalszych czytelników, by zająć w tej sprawie stanowisko, stanąć po stronie słabszych i dyskryminowanych, i zacząć działać. Bo jest to nasza misja.

Walcz z nazistami, motywacją
i wewnętrznymi demonami.

- Izurewara (czeski) -

Ta książka nie jest bohaterskim eposem o prawowitych nieskazitelnych nadludziach walczących z wyższym złem. Jest wręcz przeciwnie. Właściwie nigdy nie deklaruje, czym jest dobro, a co zło. To bardzo osobiste wyznanie. Piotr nie walczy „tylko” z nazistami, ale także ze swoimi motywacjami i wewnętrznymi demonami. Zrozumienie poświęcenia, którego dokonał i wszystkich możliwych konsekwencji, które mogą się zdarzyć, czyni go bardzo świadomym sytuacji i nie pozwala mu nawet gloryfikować ani usprawiedliwiać swoich działań. Ale mimo to nie może przestać walczyć o to, co słuszne, wierzy, że słuszne jest przyznanie, że niektórzy ludzie widzą jego drogę przez linię i mogą mieć rację.

Właśnie dlatego ta książka jest tak interesująca – Peter nie jest ostatecznym bohaterem. Z łatwością poczujesz, że ten facet może być twoim sąsiadem z najbliższych drzwi. Zwykły facet, który walczy o to, w co wierzy. … i nigdy się nie dowiesz!

Refleksja na temat książki Petera Cricketa
100 notatek z 20 lat w Antifie

Prowadzenie kroniki swojego życia jako wojującego antyfaszysty nie jest niczym nowym. Niektóre z tych kronik znalazły całkiem szerokie grono czytelników, jak na przykład Beating the Fascists Seana Birchalla czy Exodus DJ Stalingrada – choć ta ostatnia, co ciekawe, nigdy nie ukazała się w języku angielskim. Teraz mamy też My Life: Antifa autorstwa Petera Cricketa.

Peter Cricket to, jak możemy bezpiecznie założyć, pseudonim. Być może mylący. Jeśli podejdziecie do tej książki bez żadnej wcześniejszej wiedzy, może wam zająć trochę czasu zorientowanie się, że jej akcja rozgrywa się w Czechach. O tym, że ma to znaczenie, daje do zrozumienia sam autor. Wielokrotnie podkreśla on wyjątkowe warunki, w jakich przyszło mu działać jako wojującemu antyfaszyście w małym kraju bez szerszej sceny radykalnej czy infrastruktury, na której mógłby się oprzeć. W antyfaszyzmie, którym żył, nie chodziło o obronę radykalnie lewicowych przestrzeni czy struktur, ale o uniemożliwienie nazistom stworzenia własnych.

W przedmowie pan Cricket mówi o “niedorzecznych wycieczkach ego i historiach macho” w odniesieniu do swojej książki. To może wyjaśniać niektóre sformułowania. Naziści są rutynowo nazywani “kurduplowatymi mięczakami” lub “zasranymi tchórzami”. Przypuszczam, że niektóre z ich innych cech są bardziej niepokojące, ale hej, ciężkie jest życie na ulicy. Opisy starć “ekipy” autora z ich nazistowskimi przeciwnikami przypominają momentami walkę gangów o swoje terytorium. Z tym, że nie jest to terytorium z ich własnego wyboru.

Hardkorowi punkowcy docenią długi epizod o koncercie Terroru w Pradze, gdzie – z pomocą członków zespołu, kudos! – udało się powstrzymać grupę nazistów przed wejściem na salę. Jest też sporo ciekawych rzeczy o prawicowcach próbujących infiltrować scenę hardcore w ogóle. Cricket mówi, że jednym z najbardziej namacalnych rezultatów ruchu antyfaszystowskiego w Czechach były wywiady wideo z zespołami hardcore’owymi, które opowiedziały się przeciwko faszyzmowi. “Raz na zawsze zmieniło to publiczność na koncertach hardcore’owych i ich sposób myślenia”. Way to go.

Kolejną mocną stroną książki są otwarte słowa pana Cricketa o tym, jak jego doświadczenia zmieniły go jako człowieka: sposób, w jaki wchodzi w interakcje z innymi, jak postrzega swoje otoczenie, jak obserwuje otaczający go świat. W pewnym momencie dochodzi do wniosku, że czas spędzony w roli bojownika antyfaszystowskiego zmienił go w “jednostkę antyspołeczną”. Smutne, jeśli to prawda, ale chyba nie zaskakujące.

Szczerze mówiąc, życie opisane w książce przypomina “Mind Playing Tricks on Me” Geto Boysów, życie, które nie wydaje się zbyt atrakcyjne. Jednak, jak podkreśla autor, w kontekście działań antyfaszystowskich, jest to również życie, które przynosi efekty. Przypuszczam, że musimy się cieszyć, że niektórzy wybierają je mimo kosztów. Na początku książki znajduje się disclaimer, ostrzegający czytelników przed “scenami ekstremalnej przemocy”. Zazwyczaj nie jestem dużo jeden dla zastrzeżenia, ale w tym przypadku wydaje się właściwe. Mimo że pan Cricket stwierdził w pewnym momencie, że nie “analizuje rzeczy zbyt głęboko”, książka zawiera sporo refleksji na temat taktyki antyfaszystowskiej. To kolejna mocna strona książki, nie tylko dlatego, że jest ona powiązana z osobistym doświadczeniem.

Jeśli interesujesz się sportem, z pewnością docenisz informacje na temat kibiców Sparty Praga, które pomogą ci zrozumieć, dlaczego zawodnik Sparty Praga, Ondřej Kúdela, został w tym roku zawieszony na dziesięć meczów za wypowiedzenie rasistowskiej obelgi w kierunku czarnoskórego przeciwnika. W lżejszym tonie, byłem szczęśliwy widząc, że pan Cricket i ja mamy wspólnego nastoletniego idola w postaci hokeisty Jaromíra Jágr’a – miałem nawet koszulkę Penguins!

Moje życie: Antifa jest dostępne jako samodzielnie wydany e-book, prawdziwe przedsięwzięcie DIY! Jest tam strona internetowa z opcjami promocyjnymi i do pobrania. Zwiastun i próbki audio są po stronie dramatyzmu (skąd oni wzięli ten głos?), ale w porządku, mamy tu do czynienia z dramatycznymi rzeczami. Książka jest warta przeczytania dla każdego, kto interesuje się tymi sprawami.